Porsche rezygnuje z elektrycznego Mission S. Co to zmienia dla supersamochodów?
Porsche nie planuje wersji elektrycznej supersamochodu Mission S. Sprawdź, jak z elektrycznymi supersamochodami radzą sobie inni producenci i co to oznacza dla…
Porsche nie zamierza oferować w pełni elektrycznej wersji nowego supersamochodu Mission S, ponieważ w segmencie aut tej klasy brakuje wystarczającego popytu na napęd elektryczny. Nowy model ma być umieszczony nad Porsche 911, a jego układ zakłada centralnie umieszczony silnik.
Dlaczego Porsche nie zbuduje elektrycznego Mission S?
Producent rozważa dla platformy Mission S, obecnie w formie koncepcji, napęd spalinowy, hybrydowy oraz plug-in. Wersja w pełni elektryczna nie znajduje się w planach. Uzasadnienie jest proste: klienci poszukujący supersamochodu nie wykazują zainteresowania autem bez silnika spalinowego, więc inwestowanie w taki wariant przestaje mieć uzasadnienie biznesowe.
Ta decyzja nie oznacza odwrotu Porsche od elektryfikacji jako całości. Marka wciąż rozwija elektryczne modele, a plany obejmują również powrót modeli 718 Boxster i 718 Cayman, tym razem wyłącznie jako auta elektryczne. Różnica polega na tym, że w klasie supersamochodów producent traktuje napęd elektryczny jako opcję zależną od popytu, a nie obowiązkowy kierunek.
Jaka jest obecna oferta elektryczna Porsche?
Elektryczna gama marki opiera się na trzech modelach: Taycan, Macan i Cayenne. Wszystkie trzy należą do segmentów sedanów i SUV-ów, czyli aut, w których elektryczny napęd sprzedaje się dziś najlepiej. Rezygnacja z elektrycznego Mission S dotyczy więc wyłącznie najbardziej wyśrubowanej, niszowej części oferty.
Warto zauważyć, że Porsche wcześniej sygnalizowało brak planów budowy elektrycznego 911 w przyszłości. Mission S wpisuje się w tę samą logikę: ikoniczne sportowe modele pozostają domeną napędów spalinowych i hybrydowych, a elektryczność trafia tam, gdzie widać realny popyt.
Czy inni producenci supersamochodów idą tą samą drogą?
Porsche nie jest w tym odosobnione. Kilku producentów z najwyższej półki podobnie ocenia perspektywy elektrycznych supersamochodów.
| Producent | Stanowisko | Szczegóły z materiału |
|---|---|---|
| Porsche | Brak wersji elektrycznej Mission S | Powód: za mały popyt w segmencie |
| Lamborghini | Auta elektryczne jako kosztowne hobby | Stanowisko Stephana Winkelmanna |
| Pagani | Model elektryczny porzucony | Wcześniej prowadzono analizy |
| Rimac | Nevera sprzedana w mniejszej liczbie | Plan 150 egzemplarzy, 71 klientów według Mate Rimaca |
Lamborghini
Stephan Winkelmann określił samochody elektryczne jako kosztowne hobby. Ta wypowiedź pokazuje, że w segmencie supersamochodów rachunek ekonomiczny jest dla producentów trudniejszy niż w klasie aut masowych.
Pagani
Włoski producent analizował możliwość stworzenia modelu elektrycznego, jednak projekt został ostatecznie porzucony. To jeden z przykładów, że nawet marki budujące auta w bardzo małych seriach nie są pewne, czy elektryczność się opłaci.
Rimac
Najbardziej wymowny przykład dotyczy Rimac Nevery. Firma pierwotnie zakładała produkcję 150 egzemplarzy, a według Mate Rimaca klientów było 71. Różnica między planem a realną sprzedażą pokazuje, jak trudno w tym segmencie przewidzieć popyt na elektryczne hipersamochody.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeśli szukasz supersamochodu, rezygnacja Porsche z elektrycznego Mission S oznacza, że w najbliższych latach elektryczne wersje tej klasy aut będą rzadkością. Nie musisz więc oczekiwać, że najbardziej ekskluzywne modele wyjdą z fabryk wyłącznie jako elektryczne. Przy zakupie warto dokładnie sprawdzić, jaki napęd oferuje dany model i czy jego wariant elektryczny w ogóle istnieje.
Dla rynku wtórnego decyzje producentów mają również znaczenie. Modele spalinowe i hybrydowe z ograniczonych serii mogą zachować stabilną wartość, bo ich popyt nie zależy od rozwoju infrastruktury ładowania. Z kolei elektryczne supersamochody, które powstały w małej liczbie egzemplarzy, mogą być trudniejsze w późniejszej odsprzedaży.
Na podstawie: Autokult. Tekst opracowany redakcyjnie.