Ile kosztuje ładowanie elektyka w Polsce? Porównanie z benzyną
Nissan Leaf w domu to 3650 zł/rok energii, a Toyota Corolla benzynowa 11500 zł. Sprawdź rzeczywiste koszty eksploatacji aut elektrycznych i spalinowych w…
Koszty eksploatacji samochodu elektrycznego w Polsce zależą przede wszystkim od tego, gdzie go ładujesz — różnica między ładowaniem domowym a publicznym wynosi kilka tysięcy złotych rocznie.
Ile naprawdę kosztuje ładowanie elektyka w domu?
Nissan Leaf ładowany w domowej gniazdce przy taryfie G12 pochłania ~3650 zł energii rocznie, czyli średnio ~304 zł miesięcznie. Przeliczając na dystans, to zaledwie ~18,2 zł za każde 100 kilometrów. Dla porównania, Toyota Corolla benzynowa wymaga ~11,5 tys. zł paliwa rocznie, czyli prawie trzy razy więcej. Hyundai Tucson z silnikiem mild hybrid to ~11,2 tys. zł/rok, a Volkswagen Passat diesel — najoszczędniejszy wśród spalinowych — to ~10,2 tys. zł rocznie.
Różnica między Leafem domowym a Corollą benzynową wynosi ~7850 zł rocznie. To znacząca kwota, która przez kilka lat użytkowania może zrekompensować wyższą cenę zakupu pojazdu elektrycznego.
Co się zmienia, gdy ładujesz na stacji publicznej?
Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy korzystasz z publicznych punktów ładowania. Nissan Leaf ładowany publicznie generuje koszt ~9500 zł rocznie energii, czyli ~792 zł miesięcznie. Przeliczając na 100 km, to ~47,5 zł — prawie tyle samo co Passat diesel (~51,1 zł/100 km). Różnica między ładowaniem publicznym a domowym wynosi więc ~5850 zł rocznie na jednym aucie.
To pokazuje, że dla właścicieli bez dostępu do domowej ścianki ładującej (mieszkańcy bloków, osoby bez garażu) ekonomika elektryków staje się mniej atrakcyjna. Publiczne punkty ładowania są droższe, bo operatorzy sieci muszą utrzymywać infrastrukturę, a opłaty uwzględniają marżę biznesową.
Porównanie kosztów eksploatacji — tabela
| Model | Typ napędu | Koszt paliwa/energii rocznie | Koszt na 100 km |
|---|---|---|---|
| Nissan Leaf (dom) | Elektryczny | ~3 650 zł | ~18,2 zł |
| Nissan Leaf (publiczny) | Elektryczny | ~9 500 zł | ~47,5 zł |
| Volkswagen Passat | Diesel | ~10 200 zł | ~51,1 zł |
| Hyundai Tucson | Hybrid | ~11 200 zł | ~55,9 zł |
| Toyota Corolla | Benzyna | ~11 500 zł | ~57,5 zł |
Dlaczego elektryków sprzedaje się mniej, mimo niższych kosztów?
Rejestracje samochodów elektrycznych w Polsce w pierwszych ośmiu miesiącach 2026 roku wyniosły ~23,3 tys. sztuk, co stanowi wzrost o 3,4% rok do roku. Jednak udział elektryków na całym rynku spadł do zaledwie ~5%, podczas gdy sprzedaż wszystkich aut wzrosła o 10%. Oznacza to, że elektryków przybywa, ale znacznie wolniej niż konkurencji spalinowej.
Jednym z powodów jest problem z wartością rezydualną. Elektryków używane tracą wartość szybciej niż pojazdy spalinowe — ich cena spada do 40–50% wartości początkowej. Dla kupujących to oznacza wyższe efektywne koszty eksploatacji, bo inwestycja w pojazd nie wraca w momencie sprzedaży.
Program NaszEauto — dofinansowanie już niedostępne
Rządowy program NaszEauto, który miał wspierać zakupy aut elektrycznych, zakończył nabór 30 kwietnia 2026 roku. Dostępna pula dofinansowania wyniosła ~1,18 mld zł, ale wniosków wpłynęło ponad 41 tys., co oznaczało przekroczenie budżetu o ~1,3 mld zł. Budżet programu został wyczerpany już 27 stycznia 2026 roku — znacznie przed oficjalnym zamknięciem naboru.
To pokazuje, że zainteresowanie dotacją było ogromne, ale państwo nie przygotowało wystarczających środków. Dla potencjalnych kupujących oznacza to, że wsparcie finansowe na zakup elektryków w Polsce już nie jest dostępne.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeśli mieszkasz w domu lub masz dostęp do własnej ścianki ładującej, samochód elektryczny może być znacznie tańszy w eksploatacji niż benzynowy czy hybrydowy. Oszczędności sięgają kilku tysięcy złotych rocznie. Jednak musisz liczyć się z szybszym spadkiem wartości pojazdu — elektryk w Polsce traci wartość szybciej niż auto spalinowe, co wpływa na całkowity koszt posiadania.
Jeśli nie masz możliwości ładowania w domu i musisz korzystać z publicznych stacji, ekonomika elektryków przestaje być tak atrakcyjna. Koszt energii na publicznych punktach zbliża się do kosztów paliwa w autach spalinowych, a czasem nawet je przekracza.
Dodatkowo, brak dostępnego dofinansowania z programu NaszEauto oznacza, że cena zakupu elektryków nie będzie już wspierana przez państwo. To może wpłynąć na decyzje zakupowe wielu Polaków i wyjaśnia, dlaczego udział elektryków na rynku spada, mimo że sprzedaż ogółem rośnie.
Na podstawie: Chip.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.