Taryfa dynamiczna: 250 km za darmo, czyli jak oszczędzać na ładowaniu EV
Odkryj, jak taryfa dynamiczna pozwala ładować auto elektryczne za darmo lub za grosze. Porównanie kosztów jazdy samochodami elektrycznymi z benzyną i dieslem.
Kiedy ładowanie auta elektrycznego staje się całkowicie darmowe?
W ostatni weekend polska sieć energetyczna doświadczyła sytuacji, którą coraz częściej będziemy obserwować – nadprodukcji energii z odnawialnych źródeł. Słoneczna pogoda i wiatr sprawiły, że produkcja energii znacznie przewyższyła zapotrzebowanie. W takich momentach operatorzy sieci oferują taryfy dynamiczne z ujemnymi cenami za pobór prądu, czyli dosłownie płacą odbiorcom za zużycie energii.
W miniony weekend przez trzy godziny właściciele samochodów elektrycznych mogliby ładować swoje pojazdy zupełnie za darmo. Nawet po uwzględnieniu kosztów dystrybucji energia nie kosztowała nic. To oznacza, że przy standardowej naściennej stacji ładowania o mocy 11 kW można było uzupełnić około 50 kWh baterii – czyli przejechać aż 250 kilometrów bez wydatkowania złotówki.
Jak to wygląda w praktyce?
Taryfa dynamiczna Pstryk umożliwiła właścicielom elektryków skorzystanie z tego zjawiska. Przez około pięć do sześciu godzin ceny energii oscylowały wokół zera, a przez trzy godziny były całkowicie ujemne. To nie jest teoretyczne założenie – to rzeczywiste możliwości, które pojawiają się coraz częściej wraz z rozwojem odnawialnych źródeł energii w Polsce.
Warto zauważyć, że zjawisko to nie wymaga instalacji fotowoltaiki na dachu czy innych dodatkowych inwestycji. Wystarczy zwykłe podłączenie do sieci i dostęp do taryfy dynamicznej od dostawcy energii.
600-900 kilometrów za 50 złotych – czy to możliwe?
Jeśli właściciel elektryka wykaże się odrobinę elastyczności w planowaniu ładowania, może osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty. Ładując się przez dwa dni w okresach nadprodukcji – wykorzystując zarówno momenty z ujemnymi cenami, jak i godziny, gdy energia kosztuje praktycznie nic – za 50 złotych można przejechać od 600 do 900 kilometrów.
Oczywiście wymaga to pewnego “gimnastykowania się” z harmonogramem. Nie chodzi tu o szalony przejazd na jednym tankowaniu, ale o inteligentne planowanie podróży w taki sposób, aby maksymalnie wykorzystać okresy nadprodukcji energii. Warunkiem jest unikanie komercyjnych stacji szybkiego ładowania i podróżowanie w miejscach, gdzie dostępne są taryfy dynamiczne.
Porównanie z innymi środkami transportu
Aby w pełni ocenić ekonomiczność jazdy samochodem elektrycznym, warto porównać koszty z alternatywnymi sposobami transportu.
Samochód benzynowy
Przypuszczając, że litr benzyny kosztuje 6,3 złotego, a średnie spalanie wynosi około 7 litrów na 100 kilometrów (uwzględniając mix samochodów benzynowych i hybrydowych), za 50 złotych przejechalibyśmy około 540 kilometrów. To znacznie mniej niż w przypadku auta elektrycznego ładowanego ze zwykłego gniazdka.
Samochód diesel
Diesel kosztuje 6,85 złotego za litr, a przy bardzo oszczędnej jeździe po trasie spalanie wynosi około 5,5 litra na 100 kilometrów. Za 50 złotych uzyskalibyśmy dystans około 410 kilometrów. Choć diesel jest bardziej efektywny paliwowo, wyższa cena paliwa niweluje te oszczędności.
Rower
Ciekawostką jest porównanie z rowerem. Przyjmując jazdę z prędkością 16 km/h i zużycie energii na poziomie 255 kcal na godzinę (180 kcal na pedałowanie plus 75 kcal na procesy życiowe), a zasilanie czekoladą w cenie 9 złotych za tabliczkę (500 kcal), za 50 złotych przejechalibyśmy około 350 kilometrów. To pokazuje, że nawet rower nie jest tanim środkiem transportu, jeśli liczyć wszystkie koszty energii.
Przyszłość: polska sieć energetyczna będzie jak duńska
Warto wiedzieć, że zjawisko ujemnych cen za energię jest dobrze znane w krajach o dużym udziale energii odnawialnej. Dania, która ma znacznie wyższy procent OZE w miksie energetycznym, już od lat obserwuje takie sytuacje regularnie. Polska dojdzie do tego poziomu za dwa do trzech lat.
To oznacza, że właściciele samochodów elektrycznych mogą się cieszyć perspektywą coraz częstszych okazji do całkowicie darmowego lub niemal darmowego ładowania. Wymaga to jednak dostępu do taryf dynamicznych i pewnej elastyczności w planowaniu podróży.
Podsumowanie
Taryfa dynamiczna to nie przyszłość – to już teraźniejszość dla osób, które chcą ją wykorzystać. 250 kilometrów za darmo w jeden weekend to realna możliwość. Dla tych, którzy są gotowi zaplanować swoją mobilność wokół okresów nadprodukcji energii, czekają jeszcze większe oszczędności – 600-900 kilometrów za 50 złotych.
To pokazuje, że samochód elektryczny to nie tylko ekologiczny wybór, ale również ekonomicznie rozsądna inwestycja, szczególnie w czasach, gdy polska sieć energetyczna będzie coraz bardziej opierać się na odnawialnych źródłach energii.
Na podstawie: Elektrowoz.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.